Zawsze warto mieć w lodówce ciasto francuskie. Można zrobić z niego wiele rzeczy, a w dodatku przydaje się kiedy nagle wpadają goście, albo kiedy na tygodniu, nie mając czasu na stanie w kuchni, mamy ochotę na upieczenie czegoś słodkiego.
To kolejny (i nie ostatni) przepis z programu Pyszne 25, który zdecydowałam się zrealizować u siebie w kuchni. Tym bardziej, że to naprawdę ekspresowe słodkości, jeśli ktoś zna inne, które robi się jeszcze szybciej - czekam na informację :)
Składniki:
1 ciasto francuskie
biały, mielony twaróg (ok. 200 g)
rodzynki (ile kto lubi)
jajko
cukier/ksylitol
Wykonanie:
Rozwinięty płat ciasta francuskiego smarujemy twarogiem, posypujemy rodzynkami i cukrem (ok. 2-3 łyżki). Zawijamy to w rulon i tniemy na plasterki. Tak powstałe "ślimaczki" układamy na papierze do pieczenia, smarujemy z wierzchu jajkiem i ewentualnie posypujemy cukrem. Jeśli ślimaczki rozwalają Wam się przy krojeniu - żaden problem, kładźcie je na blachę i lekko rozpłaszczajcie. Może nie wyjdą z tego idealne "ślimaczki z ciasta francuskiego" jak nazwała to autorka, ale też będą wyglądały apetycznie.
Pieczemy w temp. ok. 180, przez 15-18 minut.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto francuskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto francuskie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 listopada 2012
poniedziałek, 21 lutego 2011
Inauguracja
"Uroczysta" inauguracja pachnie pieczonymi oliwkami, papryką, suszonymi pomidorami i ziołami. Zioła obowiązkowo.
Kolacja w pół godziny - gotowe ciasto francuskie, na nie pesto (lub oliwa z oliwek i przyprawy) i wszystko to, co akurat mamy w lodówce i co mamy ochotę zjeść...
U mnie padło na zielone oliwki, ser typu feta, suszone pomidory, paprykę, ostrą papryczkę i cebulę.
Wielką fanką papryczek chili nie jestem, bo nie lubię kiedy coś wypala mi kubki smakowe... Ale i tak uważam, że warto je dodawać (z umiarem) do bardzo wielu potraw.
Poza tym muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mi się kojarzą. Z węgierską kuchnią i Budapesztem. Z wieczorem, który rozpoczął się obserwacją miasta ze wzgórza Buda Castle, a zakończył się... w kasynie ;).
Pamiętam, że jedną z moich pamiątek z Węgier były właśnie takie papryczki, zakupione w formie ususzonej za "grosze" w supermarkecie Tesco :) długo służyły mi jako bardzo ważny element sosu do pizzy.
A żeby było smaczniej i zdrowiej - gotowe "francuskie pizzunie" warto po upieczeniu, bezpośrednio przed spożyciem skropić jeszcze oliwą z oliwek.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.