Dziś przepis na coś, czym zajadam się ciągle od kiedy tego spróbowałam u koleżanki na imprezce. Nie miałam u siebie w domu akurat wszystkich składników, więc zrobiłam wersję okrojoną, ale też była pyszna.
W zasadzie brakuje mi słowa na to "coś". Normalnie nazwałabym to pastą, ale po wizycie we Włoszech to słowo już zupełnie inaczej mi się kojarzy. Na sos to raczej za gęste... Trzymajmy się więc może słowa pasta. Pasta do grzanek.
Składniki (dla 2 osób)
ok. 3/4 słoika suszonych pomidorów
kilka ząbków (polskiego!) czosnku
garść/ kilka gałązek świeżej bazylii
ocet balsamiczny
oliwa z oliwek
olej lniany
oliwki (według uznania)
Opcjonalnie - w wersji mojej koleżanki było też pesto, olej orzechowy i sezamowy. Jeśli akurat posiadacie w domu różne oleje to zachęcam do eksperymentowania z nimi :) mogą mieć duży wpływ na smak.
Nie traktujcie zbyt serio tych proporcji, bo ja dodawałam poszczególne składniki zupełnie nie zwracając uwagi na ich ilość. Można nimi dowolnie manewrować uzyskując za każdym razem trochę inny smak.
Wykonanie jest banalne - wszystko drobno siekamy lub rozdrabniamy blenderem. Oliwki można zostawić pokrojone w plasterki, albo też je zblendować.
Pasta ta świetnie smakuje z grzankami i rukolą. Mówię Wam, niebo w gębie!
Za te pyszności dziękuję Karolinie! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suszone pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suszone pomidory. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 lipca 2013
środa, 23 lutego 2011
Po prostu pesto
To mój absolutny numer 1 jeśli chodzi o kategorię "obiad w 15 minut". Inne tak proste i jednocześnie tak pyszne danie chyba nie istnieje, a przynajmniej ja go jeszcze nie poznałam. Jakieś propozycje?
Porcja dla 2 osób:
dowolny makaron (ja najbardziej lubię penne lub spaghetti), ilość taka, jaką jesteście w stanie zjeść :)
pół słoiczka pesto
suszone pomidory (ok. pół słoiczka)
trochę papryczki chili
drobno posiekany czosnek (ja daję 1 ząbek)
Palce lizać :)
poniedziałek, 21 lutego 2011
Inauguracja
"Uroczysta" inauguracja pachnie pieczonymi oliwkami, papryką, suszonymi pomidorami i ziołami. Zioła obowiązkowo.
Kolacja w pół godziny - gotowe ciasto francuskie, na nie pesto (lub oliwa z oliwek i przyprawy) i wszystko to, co akurat mamy w lodówce i co mamy ochotę zjeść...
U mnie padło na zielone oliwki, ser typu feta, suszone pomidory, paprykę, ostrą papryczkę i cebulę.
Wielką fanką papryczek chili nie jestem, bo nie lubię kiedy coś wypala mi kubki smakowe... Ale i tak uważam, że warto je dodawać (z umiarem) do bardzo wielu potraw.
Poza tym muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mi się kojarzą. Z węgierską kuchnią i Budapesztem. Z wieczorem, który rozpoczął się obserwacją miasta ze wzgórza Buda Castle, a zakończył się... w kasynie ;).
Pamiętam, że jedną z moich pamiątek z Węgier były właśnie takie papryczki, zakupione w formie ususzonej za "grosze" w supermarkecie Tesco :) długo służyły mi jako bardzo ważny element sosu do pizzy.
A żeby było smaczniej i zdrowiej - gotowe "francuskie pizzunie" warto po upieczeniu, bezpośrednio przed spożyciem skropić jeszcze oliwą z oliwek.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






.