niedziela, 27 marca 2011

Lato na talerzu

Jeden z moich ulubionych smaków lata. Grillowane warzywa. Wiadomo, że patelnia grillowa to nie to samo co zwykły grill ogrodowy, ale podczas tej zimniejszej części roku można (i trzeba) zadowolić się tym domowym zamiennikiem.
Przedstawiony poniżej przepis (jeśli w ogóle można to tak nazwać) to wersja spontaniczna i ekspresowa. Czas nas gonił więc nie było mowy o pozostawieniu warzyw w marynacie czy przygotowaniu do nich jakiegoś fajnego sosu. Od razu mogę zapowiedzieć, że to "danie" jeszcze się tutaj pojawi w staranniej wykonanej wersji ;)

Dowolne warzywa (np. cukinia, bakłażan, papryka, cebula, pomidor) kroimy


w niezbyt grube plastry


Układamy je na rozgrzanej patelni grillowej (ja moją posmarowałam odrobiną tluszczu)


Grillujemy z obu stron do miękkości


Podajemy (na przykład) oprószone suszonymi ziołami i z serem typu feta


...

piątek, 11 marca 2011

Tortilla z kurczakiem

Mój blog kulinarny zaczął przechodzić kryzys dosłownie kilka dni po swoim powstaniu... Ma to swoje przyczyny techniczne i niestety nie prędko wróci do normy...
Ale żeby nie było, że zapomniałam o tym miejscu - wrzucam wczorajszą kolację zrobioną przez mojego mężczyznę.
Nie umieszczę szczegółowego przepisu, ale to raczej nie trudno samemu odgadnąć co trzeba zrobić ze składnikami :).

A składniki to:
gotowe placki typu tortilla
pierś z kurczaka (usmażyć z dowolnymi przyprawami)
dowolne warzywa, np.
papryka
ogórek zielony
cebula
sałata
pomidor (może być suszony)
sos: majonez, woda, ostry sos typu tabasco, mix suszonych ziół


Całość oczywiście zawijamy.

Palce lizać, zdrowsza wersja twistera z KFC :)

środa, 23 lutego 2011

Po prostu pesto



To mój absolutny numer 1 jeśli chodzi o kategorię "obiad w 15 minut". Inne tak proste i jednocześnie tak pyszne danie chyba nie istnieje, a przynajmniej ja go jeszcze nie poznałam. Jakieś propozycje?


Porcja dla 2 osób:
dowolny makaron (ja najbardziej lubię penne lub spaghetti), ilość taka, jaką jesteście w stanie zjeść :)
pół słoiczka pesto
suszone pomidory (ok. pół słoiczka)
trochę papryczki chili
drobno posiekany czosnek (ja daję 1 ząbek)

Palce lizać :)

wtorek, 22 lutego 2011

Wiosenny krem

Dzisiaj z cyklu "uczymy się na błędach..."




Zamieszczam przepis, co do którego mam mieszane uczucia. Ale to, że ja nie jestem czymś zachwycona, nie może skreślać wartościowych potraw. A zupę-krem z brokułów niewątpliwie można zaliczyć do potraw wartościowych - całe bogactwo witamin i mikroelementów na jednym talerzu.
Oryginalny, znaleziony w internecie przepis mówi, aby do tego dania zużyć co najmniej 500 g brokułów, 2-3 cebule i 2-3 główki czosnku. Ja zmniejszyłam ilość wszystkiego, bo gotowałam tylko dla siebie. Ale ilość czosnku zmniejszyłam nieproporcjonalnie do reszty. Błąd.

Ale do rzeczy. Brokuły cebulę i czosnek płuczemy wodą, wrzucamy do garnka, zalewamy zimną wodą i gotujemy do miękkości.


Po ugotowaniu warzyw odcedzamy je i miksujemy na krem. Żeby krem nie był zbyt gęsty, dodajemy przegotowaną wodę. Gotowy krem solimy, pieprzymy, wykładamy na talerz. Podajemy z grzankami.


Banalne. Jednak u mnie zdecydowanie zabrakło większej ilości czosnku - praktycznie go nie czułam i krem wydawał się zbyt mdły.
To chyba podobnie jak ze szpinakiem - sam w sobie w ogóle nie ma wyrazistego smaku, a wystarczy dodać do niego kilka ząbków czosnku i zielenina zaczyna smakować o niebo lepiej.
Do tego kremu kilka ząbków to za mało i nie ma co się obawiać tych 2-3 główek - taki ugotowany wcześniej czosnek nie ma już tak intensywnego smaku.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Inauguracja



"Uroczysta" inauguracja pachnie pieczonymi oliwkami, papryką, suszonymi pomidorami i ziołami. Zioła obowiązkowo.
Kolacja w pół godziny - gotowe ciasto francuskie, na nie pesto (lub oliwa z oliwek i przyprawy) i wszystko to, co akurat mamy w lodówce i co mamy ochotę zjeść...
U mnie padło na zielone oliwki, ser typu feta, suszone pomidory, paprykę, ostrą papryczkę i cebulę.

Wielką fanką papryczek chili nie jestem, bo nie lubię kiedy coś wypala mi kubki smakowe... Ale i tak uważam, że warto je dodawać (z umiarem) do bardzo wielu potraw.
Poza tym muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mi się kojarzą. Z węgierską kuchnią i Budapesztem. Z wieczorem, który rozpoczął się obserwacją miasta ze wzgórza Buda Castle, a zakończył się... w kasynie ;).
Pamiętam, że jedną z moich pamiątek z Węgier były właśnie takie papryczki, zakupione w formie ususzonej za "grosze" w supermarkecie Tesco :) długo służyły mi jako bardzo ważny element sosu do pizzy.



A żeby było smaczniej i zdrowiej - gotowe "francuskie pizzunie" warto po upieczeniu, bezpośrednio przed spożyciem skropić jeszcze oliwą z oliwek.

Smacznego!